Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą varia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2012

Etyka krytyka

Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie zainicjowało cykl wykładów na temat krytyki sztuki. Niestety nie mieszkam w tym mieście, więc nie mogłam uczestniczyć w żadnym ze spotkań. Ciekawi mnie natomiast, czy Muzeum planuje jakiekolwiek inne działania w tym zakresie – jeśli stan polskiej krytyki ma się zmienić (?), to same teoretyczne dywagacje nie wystarczą. A myślę, że więcej działań by się przydało – obserwuję ostatnimi czasy kompletny zamęt w tej dziedzinie. Coraz powszechniejsze staje się pisanie recenzji przez pracowników komercyjnych galerii i instytucji. Co ciekawe, dotyczy to również popularnych magazynów. Taki np. “Przekrój” (ostatnio paradoksalnie strojący się w piórka niezależności, lewicowości i wyrazistości, no comments...) od dawna bez żenady publikuje recenzje pracownika instytucji sztuki (czyli Stacha Szabłowskiego zatrudnionego w CSW). Gdzie tu niezależność krytyka, o wiarygodności gazety nie wspominając?
Zdaję sobie sprawę z tego, że trudno tu o jakieś proste rozwiązania, bo:
  • pisma potrzebują dobrych tekstów
  • pism raczej nie stać na utrzymywanie niezależnych krytyków (ale Przekrój powinno być stać moim zdaniem...)
  • dobre teksty piszą (na ogół) osoby z pewnym doświadczeniem, a takie już często gdzieś pracują
  • nie można utrzymać się z pisania recenzji w Polsce, stąd wiele osób łączy różne typy aktywności – to zrozumiałe

    Na razie widzę jedno wyjście z tej sytuacji: dbanie o to, by przy recenzjach zamieszczać krótkie notki o afiliacji ich autorów. To w sumie dość proste. Inicjatywa musi jednak wyjść od redaktorów pism. To im powinno przede wszystkim zależeć na wiarygodności.
    Być może warto zastanowić się nad listą dobrych praktyk dotyczących krytyki sztuki, nie chcę używać słowa 'kodeks', bo nie chodziłoby o sztywne reguły, lecz raczej o wskazówki ułatwiające orientację. Tylko, co miałoby się na takiej liście znaleźć? 
PS1 Wypowiedź Andy Rottenberg w trakcie dyskusji na temat krytyki sztuki zorganizowanej przez Dwutygodnik:
"Pisanie o tym, co sami robimy, w gruncie rzeczy jest radością. Ale muszę powiedzieć, że takich sytuacji za tak zwanej komuny nie było, istniał jakiś etos zawodowy: pracując w danej instytucji, nie chwalimy się tym, co sami zrobiliśmy; pracując w obrocie dziełami sztuki, nie uprawiamy krytyki, w której chwalimy tych artystów, na których zarabiamy, a innych nie chwalimy; uprawiając krytykę jako przedstawiciele jednej instytucji, nie oceniamy innych instytucji. I tak dalej. Bardzo nad tym ubolewam, ale to jest coraz bardziej powszechne.
Zmroziło mnie niedawno, kiedy byłam na dyskusji o krytyce artystycznej, i jeden z panelistów wyznał, że dla niego wzorem jest taki pan, którego żona ma galerię, a on pisze źle o jej konkurencji, ad personam, wypomina, ile zarabiają, gdzie handlują, jakim samochodem jeżdzą. Jeżeli to jest wzorzec osobowy dla młodszego pokolenia, to ja powinnam od razu wyjść z takiej dyskusji. Jest taki trend, żeby nie pisać o sztuce, tylko o sytuacjach okołoartystycznych i to kolejny bardzo niebezpieczny obszar. Rozmyją się wszelkie kryteria i nie będzie fajnie."
PS2 A może w ogóle nie potrzebujemy krytyki? Może wystarczą nam dobrzy kuratorzy?  

wtorek, 23 sierpnia 2011

Czy sztuka musi być wieloznaczna?

Frapujące jest to, że intelektualiści zazwyczaj odrzucający wszelki uniwersalizm i esencjalizm za oczywiste uznają istnienie czegoś takiego jak istota sztuki. Według sporej części z nich sztuka jest fenomenem niejednoznacznym, koncentrującym uwagę na swej materialności, niereprezentującym i nieuchwytnym. Dziś np. znalazłam w internecie tekst Jana Sowy, w którym znaleźć można dokładnie taki pogląd. Dobrze widać go również w dwóch recenzjach z wystaw Jana Simona napisanych przez Jakuba Banasiaka dla Obiegu. Pierwsza wystawa Simona została oceniona pozytywnie – przy czym jedną z głównych jej zalet jest niejednoznaczność, druga zaś negatywnie, przy czym za wadę autor uznał dosłowność prezentowanej pracy (generalnie można zaobserwowować, że u wielu krytyków opozycja wieloznaczność/jednoznaczność jest standardowym środkiem oceny sztuki).
Dziwi mnie nieco pewność siebie, z jaką poglądy dotyczące tego, czym jest sztuka, są wypowiadane. Przecież cała historia awangardy z jej licznymi zwrotami, które kształtowały pojęcie sztuki, znacząco podważyła pogląd o istnieniu stałej i niezmiennej istoty sztuki. Spojrzenie wstecz pokazuje raczej wielość różnych ‘istot’ (albo raczej definicji) sztuki, połączonych różnego typu podobieństwami. Raz jest tych podobieństw więcej i mamy do czynienia z pewną ciągłością, raz jest ich mniej i widoczne są momenty zerwania.
Niektórzy współcześni artyści przesuwają swą sztukę w kierunku jednoznaczności świadomie zacierając granice między sztuką i działaniem politycznym (np. Yael Bartana; podobną postawę wyrażał też w swym manifeście Artur Żmijewski). Może więc właśnie teraz – poprzez ich działania - mamy do czynienia z momentem zmiany w samej definicji sztuki, ze zwrotem, polegającym na dopuszczeniu w obręb sztuki takich właśnie - bardziej jednoznacznych - działań (nie mówię, że sztuka ma być tylko taka, raczej chodzi o rozszerzenie pola; zresztą i wcześniej takie działania następowały i jakoś w obręb sztuki weszły, ale chyba wyłącznie jako kurioza...). Dlaczego tak wiele osób nie chce tego przyjąć (np. w ostatniej debacie w Gazecie Wyborczej Marta Tarabuła to skrytykowała, a Dorota Jarecka zignorowała)? Być może dlatego, że każda sztuka o bardziej jednoznacznej wymowie kojarzy się nam z totalitarnymi systemami. Czy jest jednak sensowne utożsamianie ‘sztuki jednoznacznej’ tworzonej pod rządami totalitarnymi ze 'sztuką jednoznaczną' tworzoną w warunkach demokracji, w której deklaracja ideologiczna jest świadomym wyborem artysty? Moim zdaniem nie!

wtorek, 2 marca 2010

Wykład prof. Wojciecha Kalagi pt. " 'Zwrot filozoficzny' we współczesnym literaturoznawstwie"


Data: 5 marca 2010 (piątek); Godz.: 16:00; Miejsce: Instytut Filozofii UJ, pokój 25 (I piętro)
Ulica: ul. Grodzka 52; Miejscowość: Kraków

Wykład poświęcony będzie zasadniczym zmianom w metodologii i merytorycznym ustaleniom dokonywanym przez literaturoznawców pod wpływem recepcji idei filozoficznych. Prof. Kalaga skupi się na wpływie, jaki na literaturoznawstwo wywarł XX-wieczny poststrukturalizm.

Wykład organizują Polskie Towarzystwo Filozoficzne. Sekcja Estetyki im. Romana Ingardena oraz Seméiotike. Towarzystwo Filozoficzne im. Charlesa Sandersa Peirce’a.

Patronat nad wydarzeniem sprawuje Fundacja Splot.
Fragment książki prof. Kalagi Mgławice dyskursu (4. rozdział) można przeczytać tutaj lub tutaj.

środa, 2 grudnia 2009

Płatny drugi kierunek - gwóźdź do trumny polskiej filozofii?

Stefan Nestler, Transparenz und Farbe (fragment), Chemnitz, fot. AR.

Ponoć filozofia umiera. Jeśli to prawda (a mam nadzieję, że mimo wszystko nie...), to rząd próbuje stanąć na wysokości zadania i już szykuje jej trumnę. O co chodzi?
Ministerstwo planuje wprowadzić opłatę za studiowanie drugiego kierunku studiów. To chyba pierwszy krok na drodze do wprowadzenia odpłatności za całe studia. Jak dla mnie - posunięcie fatalne i bynajmniej nie dlatego, że sprzeciwiam się płatnym studiom. Krok ten uważam za błędny z kilku powodów:
1. De facto zniechęca on do studiowania drugiego kierunku. Jasne - kto będzie bardzo chciał - ten to zrobi. Niemniej spora liczba osób - w obliczu dodatkowej odpłatności - zrezygnuje z realizacji takiego pomysłu. Dla rynku pracy to duża strata: wiemy, że wymaga on dużej elastyczności od pracujących - coraz częściej muszą oni w ciągu całego życia kilkakrotnie się przekwalifikowywać. Kto jest do tego lepiej przygotowany, jeśli nie osoba, która uzyskała wykształcenie w kilku kierunkach?
2. Kolejny argument - tyle się mówi o interdyscyplinarności, o tym, że wiele dziedzin nauki ma wspólne obszary badań, że trzeba wspierać kontakty między przedstawicielami różnych dyscyplin. Tymczasem ministerstwo decyduje się na krok de facto skłaniający do 'zamykania' się w obrębie własnego kierunku.
3. Ponadto - pomysł ten uderza w kierunki, które przez wielu studentów traktowane są jako dodatkowe - poszerzające 'horyzonty' i ogólne wykształcenie, np. w kulturoznawstwo, czy filozofię właśnie. Po jego wprowadzeniu w życie zmniejszy się liczba osób studiujących te - i tak już bardzo zaniedbywane przez państwo - dziedziny. Myślę, że przedstawiciele tych dyscyplin powinni wystosować do ministerstwa protest w tej sprawie.
PS Blog Parergon zbiera głosy na: http://www.blogbox.com.pl/show/suggested/2782.

niedziela, 18 października 2009

Zaufanie – temat dla artysty?

Niepokoi mnie niski poziom zaufania w Polsce. W zasadzie na każdym kroku daje on o sobie znać.

Podam kilka przykładów z jednego miejsca - Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Podczas mojej ostatniej wizyty okazało się, że jeśli chcę otrzymać kartę i korzystać ze zbiorów, to muszę pozwolić się sfotografować pracownikom biblioteki. Muszę przyznać, że w trakcie procesu fotografowania mnie ("proszę ustawić się na szarej linii, oj coś tu nie działa, proszę wyjść z kadru" – i tak 3 razy...) poczułam się jak w programie Big Brother, względnie - jak w państwie policyjnym. Nie rozumiem, po co karta biblioteczna ma zawierać moje zdjęcie, skoro zdjęciem opatrzony jest zarówno dowód osobisty jak i legitymacja studencka? Ponoć niektórzy czytelnicy oddawali swe karty w użytkowanie innym. Co w tym złego, że ktoś pragnie wiedzy? Nawet jeśli ma to jakieś złe konsekwencje dla biblioteki, to nie rozumiem, dlaczego od razu wprowadza ona tak drastyczne - dotyczące wszystkich czytelników - środki (zjawisko pożyczania własnej karty - jak sądzę - wcale nie ma wymiaru masowego).

Inny przykład z tego samego miejsca: gdy pożyczam książki w przypadku każdej z nich (!) muszę podpisywać karteczkę, że oddam ją w dobrym stanie. Czy sam fakt zapisania się przeze mnie do biblioteki nie świadczy jednak o zamiarze zwracania książek w dobrym stanie? Po co te - wydłużające stanie w kolejce - podpisy?

I dalej: w bibliotekach na Zachodzie normalny jest wolny dostęp do półek (szczególnie w przypadku nowszych publikacji). Tymczasem w Polsce wszystko trzeba zamawiać, co wydłuża okres oczekiwania na książkę i powoduje kolejki po odbiór. Nie mówiąc o tym, że czasem miło jest przejrzeć książki stojące na półce i przypadkiem wygrzebać coś ciekawego. Nie rozumiem, dlaczego w stosunkowo niedawno oddanym do użytku gmachu BJ nie przewidziano tej możliwości.

Ponadto: dlaczego żeby oddać książki w BJ trzeba stać w słynnej już gigantycznej kolejce? Przecież wystarczyłoby je położyć na blacie. Po co czytelnikowi karteczka, że oddał książkę?? Większość osób i tak je wyrzuca (mając zaufanie DO biblioteki -najwidoczniej jakoś jednak jest to możliwe, czyżby czytelnicy mieli zaufanie do INSTYTUCJI, a ona nie miała zaufania do nich? Ale przecież instytucję też tworzą ludzie...).

Inny przykład problemu z zaufaniem w naszym kraju, pośrednio też obecnego w BJ: za granicą np. w Niemczech ludzie sami kserują sobie materiały w odpowiednich przybytkach. W Polsce samoobsługa to rzadkość. Wygląda to tak, jakby nikt nie wierzył, że osoba z ulicy może dobrze obsłużyć kserograf. Tymczasem wystarczy krótkie przeszkolenie, by robić to bez problemów. BJ zdaje się to rozumieć - jakkolwiek udostępnia 1 (słownie: jeden!) kserograf. I tak dalej - przykłady można podawać godzinami.

Oczywiście doskonale rozumiem, że są powody tej na każdym kroku napotykanej ostrożności. Niemniej sądzę, że sytuacja w Polsce się zmienia, coraz więcej osób staje się GODNYCH zaufania. Poza tym – ktoś musi w końcu przerwać ten zaklęty krąg i OKAZAĆ ZAUFANIE, nawet za cenę większych kosztów - okazać zaufanie i przez to w ogóle dać szansę na sprostanie temuż. Wszyscy znamy mechanizm samospełniającej się przepowiedni, względnie liczne przypadki niesfornych uczniów, którzy po przeniesieniu do innej szkoły/klasy okazali się całkiem w porządku. Narzucenie roli często skłania do jej wypełniania. W efekcie tracimy wszyscy i czas (na stanie w kolejkach w ksero, w bibliotece, popisywanie setek karteczek itd..) i dobre samopoczucie (kolejny raz ktoś potraktował nas jak potencjalnego złoczyńcę).

Myślę, że ten brak, niedostatek, czy może nawet kryzys zaufania w Polsce to świetny temat dla działalności artystycznej. Było już trochę tego typu sztuki w Polsce i na świecie, ale chyba trochę za mało. Wprawdzie akcje artystyczne są zazwyczaj bardzo efemeryczne i mają krótkotrwaly efekt (lepsze byłyby oczywiście rozwiązania instytucjonalne, niestety mało kto zdaje się dostrzegać problem...), niemniej skoro jak widać instytucje państwowe brak zaufania wspierają i szerzą, to chyba nic innego nam nie pozostaje. Jest tu pole zarówno dla tych artystów, którzy ów radykalny brak zaufania będą na różne sposoby uwidaczniać (czekam na performance w BJ :-D ), jak i tych którzy zaufanie zaczną wspierać, a nawet wymuszać.
Wszystkim, których ten problem ciekawi, polecam trzy publikacje: znakomitą książkę F. Fukuyamy pt. "Zaufanie. kapitał społeczny a droga do dobrobytu" - o znaczeniu poziomu zaufania w danym kraju dla tempa jego rozwoju gospodarczego, wywiad z prof. Januszem Czapińskim zamieszczony w Polityce: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,6508620,Polska_smuta.html, w obszarze teorii sztuki z kolei szerszą problematykę sztuki jako środka budowania wspólnot poruszał Nicholas Bourriaud w swej "Estetyce relacjonalnej".
A na koniec film z zabawną, paraartystyczną (?) akcją duńskiej policji. Zdaje się, że jednym z jej celów był wzrost zaufania do tej instytucji? :-)

wtorek, 28 lipca 2009

Praca naukowa w wakacje? Nie w Krakowie!

Kraków to podobno miasto akademickie. Czyżby?

Oto obrazek: Lato, sierpień, jesteśmy głodni wiedzy, pragniemy książek – głównie o sztuce i filozofii. Niestety, jak to często bywa, nie możemy ich kupić (bo brak nam pieniędzy, a niektórych książek nie uświadczysz w księgarni). W naturalny sposób kierujemy się zatem do biblioteki. I co się okazuje?
Biblioteka Jagiellońska - zamknięta, w drugiej połowie sierpnia otwarta jest jedynie Czytelnia Główna (dodajmy, że w lipcu biblioteka była „szczodrze” otwarta na jedną zmianę).
Biblioteka Instytutu Historii Sztuki - nieczynna przez cały lipiec i sierpień.
Biblioteka ASP – nieczynna w lipcu, sierpniu i wrześniu.
Biblioteka Instytutu Filozofii – przerwa wakacyjna przez cały sierpień.
Pozostaje jeszcze Wojewódzka Biblioteka na Rajskiej: zamknięta przez połowę sierpnia (szkoda, że nie ma tam wielu potrzebnych mi publikacji).
Przez 4 godziny dziennie jest natomiast otwarta biblioteka Malopolskiego Instytutu Kultury, niestety nie udostępnia w internecie katalogu, więc nie wiem, czy się cieszyć.

Co się dzieje? Czy każda biblioteka musi w wakacje odpoczywać? Zaglądam na strony bibliotek uniwersyteckich w Heidelbergu i Frankfurcie, by przekonać się, że w wakacje są non stop otwarte.
Nic dziwnego, że polskie uczelnie znajdują się na szarym końcu listy rankingowej - z takim zapleczem naukowym...
Kończę zatem i pozdrawiam w biegu próbując dobrze wykorzystać ostatnie kilka dni otwarcia krakowskich bibliotek...

poniedziałek, 13 lipca 2009

Masz dość pomnikowych pomyłek? Przeczytaj credo Projektu Miejskiego!

Fot.: Pomnik J. Piłsudskiego w Krakowie (źródło).

Projekt Miejski

Wyobraźmy sobie, że miasto to wieloelementowa układanka – olbrzymia struktura obejmująca place, dzielnice, ciągi komunikacyjne i centra handlowe; miejsca legendarne i naznaczone traumą, popularne i zapomniane. Wszystko to składa się na obszar coraz trudniejszy do ogarnięcia, dynamicznie rozwijający się organizm, w którym wspólnie egzystują setki tysięcy osób.

W miarę obcowania z miastem przestajemy zwracać uwagę na terytoria opuszczone, zaniedbane czy niedopasowane. Chadzając wytyczonymi ścieżkami, zapominamy o wielu częściach układanki. Stopniowo oswajając się z otoczeniem, przestajemy zauważać to, co przy bliższym spotkaniu mogłoby się okazać ciekawe. Miasto staje się dla nas przyjmowaną bezrefleksyjnie, przejrzystą pozbawioną pęknięć strukturą.

Miasto to również przestrzeń publiczna, w której na różne sposoby ujawniają się potrzeby mieszkańców. Każda, także mniejszościowa grupa ma prawo do dyskusji na miejskiej agorze. Ta gwarancja demokracji w przestrzeni publicznej – obecność płaszczyzny, na której każdy może się wypowiedzieć – jest warunkiem demokracji w ogóle.

Projekt miejski jest zakrojonym na szeroką skalę działaniem o charakterze społeczno-artystycznym. Składa się z trzech elementów:

- teorii – edukacja i dyskusja: wykłady, warsztaty, wystawy i publikacje na temat kształtowania przestrzeni publicznej (prezentacja różnych modeli jej kształtowania, ocena realizacji powstałych w polskich miastach);

- interwencji – wprowadzanie sztuki do miejsc wykluczonych, otwieranie nowych pól dla działalności artystycznej, odzyskiwanie przestrzeni postindustrialnych;

- debaty – uczestnictwo w konsultacjach wokół planów zagospodarowania przestrzennego, działania na rzecz zwiększenia wpływu społeczności lokalnych na decyzje podejmowane przez urzędy, umożliwienie każdej zainteresowanej stronie zabrania głosu, zapobieganie powstawaniu „czarnych punktów” (miejsc, które zostały ukształtowane bez dialogu społecznego).

Projekt ma za zadanie uwrażliwić mieszkańców polskich miast na problematykę przestrzeni publicznej jako pola dla wypowiedzi artystycznej. Chcemy odkryć na co dzień niedostępne i zapomniane elementy struktury miejskiej, wprowadzając je na nowo do obiegu dzięki społeczno-artystycznej aktywności.

Celem naszego projektu jest nie tylko ożywienie dyskusji o zagospodarowaniu przestrzennym, ale także skoordynowanie działań różnych podmiotów (stowarzyszeń, fundacji, urzędów) – zwłaszcza w takich miastach jak Kraków, który jest uważany za niezwykły pod względem urbanistyczno-architektonicznym.

Chcemy, aby ta dyskusja stopniowo obejmowała coraz szersze kręgi społeczeństwa. By przerodziła się w bogaty program edukacyjny dla mieszkańców, a poprzez akcje artystyczne ożywiające terytorium miast obfitowała w długofalowe skutki.

Korzystając z teorii, tłumaczymy, czym jest miasto.

Ożywiamy strukturę miasta, ingerując w terytoria zaniedbane.

Tworzymy płaszczyznę do publicznej debaty, której skutkiem będzie faktyczny wpływ na plany zagospodarowania przestrzeni publicznej.

Fundacja Wschód Sztuki

Krytyka Polityczna

Małopolski Instytut Kultury

Fundacja Splot

Serdecznie zapraszam na bloga tego - współtworzonego przeze mnie - projektu: www.projektmiejski.wordpress.com.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Ze zwierzeń bloggera

Muszę przyznać , że lektura słów, dzięki którym użytkownicy Internetu wchodzą na moją stronę jest zajęciem niezwykle zajmującym. Nigdy nie przypuszczałam, że ktoś może docierać do Parergonu poszukując odpowiedzi na pytanie „czego można nauczyć rybkę?” :-)), tudzież pragnąc informacji na temat „wirusów miękkich” (swoją drogą, co to jest u licha?! :-).

W każdym razie zamierzam śledzić słowa kluczowe, gdyż pozwalają one zorientować się, co jest interesujące dla współczesnego blogonauty i dopasować do tego treść bloga. Któżby bowiem wpadł na to, że ktoś gdzieś przed ekranem drapie się w głowę mozolnie wpisując do Google długie i skomplikowane pytanie „czy występują kółka w sztuce abstrakcyjnej?”, nie mówiąc o - „czy popiersie jest pomnikiem”?! Muszę przemyśleć kształt bloga, by sprostać choćby niewinnym, a jednocześnie poważnym problemom praktyki artystycznej – w stylu: „jak zrobić łatwą rzeźbę?” (naprędce odpowiem, że to na pewno bardzo trudne…) a także „w czym robić organiczne formy?” (proponuję ciasto bananowe :-)).

W wyniku refleksji nad hasłami postanowiłam również uczynić mego bloga bardziej praktycznym, nie mogę w końcu zignorować doniosłego (zwłaszcza w kontekście zbliżającego się końca studiów doktoranckich) pytania „ile zarabiają właściciele gabinetów kosmetycznych?” (na pewno więcej niż filozof, może czas zmienić branżę?), a także „po czym poznać że farby Dulu maja ten sam odcień?”(po odcieniu??). Co więcej, wiedza dotycząca słów kluczowych może przydać się nie tylko mi, ale i innym uczestnikom pola sztuki, oto bowiem jednym z haseł okazuje się być „drogie obrazy abstrakcyjne”! Artyści i galerzyści! Pamiętajcie – obraz abstrakcyjny musi być przede wszystkim drogi, tylko taki budzi emocje na tyle silne, by jego poszukiwacz zniżył się do tak zmanipulowanego medium jakim jest wyszukiwarka Google!!! ;-))))

Lektura słów wyszukiwania pozwala ponadto na analizę ortograficznej i stylistycznej biegłości użytkowników Internetu. Oto bowiem przedmiotem zainteresowania okazują się być „pomniki powstałe przez chrześcijan”. Proszę zwrócić uwagę na to, jak głęboki semantycznie jest ten stylistyczny lapsus – oto pomnik jest tym, co powstało PRZEZ kogoś, a zatem jest ktoś, kto WINIEN jest powstania pomnika, popełnił ten ciężki grzech i go postawił. W kontekście polskiej pomnikomanii i tego, co w jej wyniku „ozdabia” nasze ulice to sformułowanie wydaje się bardzo trafne – tak jest, pomniki w Polsce powstają PRZEZ Polaków i grzech to jest okropny. W tym kontekście nie dziwi kolejne zapytanie „wymyśl krótkę historie dotyczącą puszka Pandory z zycia codziennego” – w „upiększonej” pomnikami z brązu Polsce życie codzienne to istna puszka z Pandorą i o mrożące krew w żyłach historie (np. zetknięcie z krakowskim pomnikiem Piłsudskiego) na co dzień nietrudno.
(Notabene przypomina mi się anegdota kolegi, któremu w trakcie wycieczki po Izraelu przewodnik tłumaczył, że „Tu wszystko wybudowano bogatymi amerykańskimi Żydami”).

Choć zapytań dotyczących sztuki i jej teorii pojawia się sporo, to i tak nic nie jest w stanie przebić tych dotyczących bondage: jak wiązać, gdzie kupić liny, kogo wiązać i gdzie… Jeden jedyny wpis o sztuce graniczącej z pornografią dostarcza mi regularnie dużej liczby odwiedzających, co oczywiście bardzo mnie cieszy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że liczba polskojęzycznych wielbicieli bondage jest ograniczona, muszę w najbliższym czasie dodać nowy post o podobnej tematyce, nie chciałabym wszak nikogo rozczarować. Nie jest to łatwe, gdyż za ostrą pornografię (a taka na pewno przysporzyłaby mi najwięcej czytelników) blogspot.com mnie zbanuje, to musi być zatem coś na granicy, coś maksymalnie ambiwalentnego, żeby w razie czego łatwo się było wycofać w bezpieczny świat sztuki. Ma ktoś jakiś pomysł? ;-))))

niedziela, 1 marca 2009

Nieznośny brak komentarzy

Pozwalam sobie umieścić tu krótki tekst, który został opublikowany w zeszłym roku na stronie Arteonu (http://www.arteon.pl/forum.php?id_note=69). Może w ten sposób uda się odnowić dyskusję na ten temat.

10.05.08 / Aneta Rostkowska / NIEZNOŚNY BRAK KOMENTARZY

Jest kilka rzeczy, które dziwią, a nawet irytują mnie na wielu wystawach sztuki współczesnej w Polsce (ostatnio np. na wystawie Sasnala w Zachęcie) – brak komentarzy do pokazywanych prac. Nie mam oczywiście na myśli prostych podpisów, które zazwyczaj (na szczęście) są. Nie mam również na myśli krótkiego wprowadzenia do wystawy, które też na ogół jest (dzięki Bogu!). Myślę o komentarzach informujących o kontekście powstania czy możliwych odczytaniach obiektu.
Nie muszą one być bardzo widoczne (jak np. plansze na ścianach), wystarczy, że gdzieś dostępna jest kartka z nimi. Odwiedzający ma wówczas możliwość skonfrontowania własnego doświadczenia sztuki z innymi. A gdy niespecjalnie wie, jak dany obiekt ‘ugryźć’ – zainspirowania się tekstem. Niestety tego rodzaju ‘pomocy’ na ogół nie ma. Czy jest to świadoma praktyka kuratorska czy po prostu efekt lenistwa? Nie wiem. Próbuję odnaleźć argumenty, które mogłyby takie nie-komentujące podejście uzasadnić i ... kiepsko! Rozumiem, że można uznawać komentarze za przeszkadzające w indywidualnym odbiorze pracy. Ale przecież dotyczy to tylko tych, których trudno ‘wzrokowo’ uniknąć, czyli np. plansz. Komentarze mogą być bardziej dyskretne, to kwestia pomysłowości. Ważne, by widz miał wybór. A może kryje się za tym założenie, że wystawy sztuki współczesnej odwiedzają tylko i wyłącznie jej eksperci? To z kolei wydaje mi się niezgodne z prawdą. Zresztą – jeśli nie-ekspertów jest mało, to może między innymi ze względu na brak objaśnień? Oczywiście wiem, są oprowadzania (rzadko), są katalogi (drogie, poza tym nie zawsze wystawa podoba się aż tak, by kupować katalog). No i jestem w kropce...

Komentarze:

piotr.b

dobrą rzeczą są przewodniki audio stosowane w zachodnich muzeach (np. National Gallery w Londynie). Niestety, z tego co wiem żadne polskie muzeum nie pokusiło się o zakup takich urządzeń, choć jest w Polsce firma która je produkuje. Wykorzystywał je w swoich pracach Kamil Kuskowski. Rzeczywiście, fajne byłoby mieć taki przewodnik na wystawie Sasnala...

poniedziałek, 12 maja 2008

Ratunku!!! Sąd recenzuje sztukę!

Jeden z artykułów na gazeta.pl wprawił mnie dziś w prawdziwe osłupienie - tłumaczka sztuki teatralnej wygrała proces z teatrem o ochronę praw autorskich (http://wyborcza.pl/1,75475,5201035,Sad_wydal_recenzje.html). Reżyserka spektaklu zmieniła tekst przetłumaczonej  sztuki, co sąd uznał za - cytuję - "wypaczenie przesłania sztuki", naruszające " wierność zasadniczej idei i koncepcji utworu w tłumaczeniu powódki". Sąd uznał zatem, że istnieje coś takiego jak zasadnicza idea i koncepcja utworu, że wie, na czym ona polega w tym konkretnym przypadku oraz, że tłumaczka tejże idei sprostała, a reżyserka sztuki nie. Co ciekawe, sąd nie widział spektaklu (!) - ograniczył zatem samą sztukę do jej wersji pisemnej. A co z aktorstwem, wkładem reżysera, czy scenografa? Oni też tworzą spektakl i decydują o jego ewentualnej zgodności z ideą utworu. Wszak sposób rozegrania danej sceny ma ogromny wpływ na interpretację wypowiadanych w niej słów. Sam przerobiony tekst do oceny zgodności nie wystarczy. Nie wiadomo również, czy sąd porównał tekst oryginału z tłumaczeniem (wątpię...), by sprawdzić jakość tego ostatniego. A z uzasadnienia wynika, że przyjął zgodność przekładu z ideą i koncepcją oryginału. Sąd wydał zatem wyrok na podstawie dwóch ocen o charakterze artystycznym (uznał zgodność przekładu z ideą utworu oraz niezgodność spektaklu z przekładem reprezentującym według niego ideę utworu). Co więcej - przyjął istnienie czegoś takiego jak idea utworu. Każdy kto choć trochę zajmował się sztuką wie jednak, że istnienie czegoś takiego wcale nie jest oczywiste. Istnieje mnóstwo argumentów przeciwko tezie o istnieniu owego wyznaczonego przez intencję artysty 'rdzenia' dzieła sztuki. Poza tym - od kiedy to sąd wydaje oceny w kwestiach artystycznych? Jakimi kompetencjami dysponuje w tym zakresie? Zastanawia mnie również postawa tłumaczki świadcząca o kompletnym niezrozumieniu zasad funkcjonowania sztuki, przede wszystkim zasady wolności artystycznej (z której sama dokonując przekładu skorzystała, wszak przekład jest działaniem o charakterze twórczym). Tak jak ona oskarżyła teatr, tak i ją mógłby oskarżyć autor sztuki powołując się na prawa autorskie i niewierność przekładu. Ta sprawa to niebezpieczne kuriozum. Mam nadzieję, że teatr odwoła się od wyroku. Inaczej - drżyjcie kuratorzy - od teraz artyści mogą oskarżyć was o niedochowanie wierności koncepcjom ich dzieł, np. przez 'złe', generujące 'niewłaściwą' interpretację, zestawienie ich dzieł z dziełami innych artystów na wystawie...
Dodam jeszcze, że wskazane powyżej aspekty nie mają nic do rzeczy z jakością spektaklu. To są aspekty związane z funkcjonowaniem każdej sztuki, nawet złej. Swoją drogą pani tłumaczka pozywając teatr paradoksalnie rozsławiła ten - jak niektórzy piszą - kiepski spektakl...Może ze strategicznych względów lepiej byłoby całą sprawę przemilczeć, ew. wydać oświadczenie? A najlepiej po prostu samemu sztukę wyreżyserować.

piątek, 8 lutego 2008

Tytułem wstępu

Zgodnie z post-Berkeleyowską zasadą ‘istnieć to być w internecie’, postanowiłam założyć bloga. Teraz już nikt nie zarzuci mi, że tak naprawdę nie istnieję, a cały mój świat to tylko złudzenie. Ponieważ ekshibicjonizmu w tym szacownym już medium aż nadto, ograniczę swoje wywody do jednego, ale za to nadzwyczaj szerokiego tematu: licznych i frapujących związków filozofii i sztuki. Nie wykluczam poruszania od czasu do czasu zagadnień innego rodzaju , ale też odnoszących się do sztuki bądź filozofii (jednak od razu mówię – nagich zdjęć nie będzie ;-)). Dodam jeszcze może, że pisanie bloga jest dla mnie okazją do podzielenia się z innymi różnymi, niekoniecznie 'wzdłuż i wszerz' przeanalizowanymi spostrzeżeniami. Może dzięki komentarzom czytelników bloga nabiorą one wdzięczniejszych kształtów 
- zostaną pogłębione / zweryfikowane / wzbogacone?