Kontynuując wątek z postu dotyczącego J. Ludwińskiego, zamieszczam krótki film z wystąpieniem Veroniki Reichl, poświęconym relacji obrazu i języka. Veronica napisała na ten temat doktorat. Jego istotną częścią był zestaw nietypowych filmów - w każdym z nich krótkie fragmenty tekstów filozoficznych (m.in. Zizek, Bachelard, Spinoza, Wittgenstein) zostały zestawione ze zmieniającymi się abstrakcyjnymi obrazami. W ten sposób Veronica stworzyła ciekawy materiał, mogący posłużyć do badań podobieństw i różnic między przekazem obrazowym, a przekazem językowym.
Pierwszy film zaczyna się w 4 min. 20 sek. wystąpienia, kolejne: 6:35, 9:34.
Inne filmy Veroniki (Spinoza, Deleuze/Guattari, Bachelard) można obejrzeć tutaj (wymagany QuickTime):
Niepokoi mnie niski poziom zaufania w Polsce. W zasadzie na każdym kroku daje on o sobie znać.
Podam kilka przykładów z jednego miejsca - Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Podczas mojej ostatniej wizyty okazało się, że jeśli chcę otrzymać kartę i korzystać ze zbiorów, to muszę pozwolić się sfotografować pracownikom biblioteki. Muszę przyznać, że w trakcie procesu fotografowania mnie ("proszę ustawić się na szarej linii, oj coś tu nie działa, proszę wyjść z kadru" – i tak 3 razy...) poczułam się jak w programie Big Brother, względnie - jak w państwie policyjnym. Nie rozumiem, po co karta biblioteczna ma zawierać moje zdjęcie, skoro zdjęciem opatrzony jest zarówno dowód osobisty jak i legitymacja studencka? Ponoć niektórzy czytelnicy oddawali swe karty w użytkowanie innym. Co w tym złego, że ktoś pragnie wiedzy? Nawet jeśli ma to jakieś złe konsekwencje dla biblioteki, to nie rozumiem, dlaczego od razu wprowadza ona tak drastyczne - dotyczące wszystkich czytelników - środki (zjawisko pożyczania własnej karty - jak sądzę - wcale nie ma wymiaru masowego).
Inny przykład z tego samego miejsca: gdy pożyczam książki w przypadku każdej z nich (!) muszę podpisywać karteczkę, że oddam ją w dobrym stanie. Czy sam fakt zapisania się przeze mnie do biblioteki nie świadczy jednak o zamiarze zwracania książek w dobrym stanie? Po co te - wydłużające stanie w kolejce - podpisy?
I dalej: w bibliotekach na Zachodzie normalny jest wolny dostęp do półek (szczególnie w przypadku nowszych publikacji). Tymczasem w Polsce wszystko trzeba zamawiać, co wydłuża okres oczekiwania na książkę i powoduje kolejki po odbiór. Nie mówiąc o tym, że czasem miło jest przejrzeć książki stojące na półce i przypadkiem wygrzebać coś ciekawego. Nie rozumiem, dlaczego w stosunkowo niedawno oddanym do użytku gmachu BJ nie przewidziano tej możliwości.
Ponadto: dlaczego żeby oddać książki w BJ trzeba stać w słynnej już gigantycznej kolejce? Przecież wystarczyłoby je położyć na blacie. Po co czytelnikowi karteczka, że oddał książkę?? Większość osób i tak je wyrzuca (mając zaufanie DO biblioteki -najwidoczniej jakoś jednak jest to możliwe, czyżby czytelnicy mieli zaufanie do INSTYTUCJI, a ona nie miała zaufania do nich? Ale przecież instytucję też tworzą ludzie...).
Inny przykład problemu z zaufaniem w naszym kraju, pośrednio też obecnego w BJ: za granicą np. w Niemczech ludzie sami kserują sobie materiały w odpowiednich przybytkach. W Polsce samoobsługa to rzadkość. Wygląda to tak, jakby nikt nie wierzył, że osoba z ulicy może dobrze obsłużyć kserograf. Tymczasem wystarczy krótkie przeszkolenie, by robić to bez problemów. BJ zdaje się to rozumieć - jakkolwiek udostępnia 1 (słownie: jeden!) kserograf. I tak dalej - przykłady można podawać godzinami.
Oczywiście doskonale rozumiem, że są powody tej na każdym kroku napotykanej ostrożności. Niemniej sądzę, że sytuacja w Polsce się zmienia, coraz więcej osób staje się GODNYCH zaufania. Poza tym – ktoś musi w końcu przerwać ten zaklęty krąg i OKAZAĆ ZAUFANIE, nawet za cenę większych kosztów - okazać zaufanie i przez to w ogóle dać szansę na sprostanie temuż. Wszyscy znamy mechanizm samospełniającej się przepowiedni, względnie liczne przypadki niesfornych uczniów, którzy po przeniesieniu do innej szkoły/klasy okazali się całkiem w porządku. Narzucenie roli często skłania do jej wypełniania. W efekcie tracimy wszyscy i czas (na stanie w kolejkach w ksero, w bibliotece, popisywanie setek karteczek itd..) i dobre samopoczucie (kolejny raz ktoś potraktował nas jak potencjalnego złoczyńcę).
Myślę, że ten brak, niedostatek, czy może nawet kryzys zaufania w Polsce to świetny temat dla działalności artystycznej. Było już trochę tego typu sztuki w Polsce i na świecie, ale chyba trochę za mało. Wprawdzie akcje artystyczne są zazwyczaj bardzo efemeryczne i mają krótkotrwaly efekt (lepsze byłyby oczywiście rozwiązania instytucjonalne, niestety mało kto zdaje się dostrzegać problem...), niemniej skoro jak widać instytucje państwowe brak zaufania wspierają i szerzą, to chyba nic innego nam nie pozostaje. Jest tu pole zarówno dla tych artystów, którzy ów radykalny brak zaufania będą na różne sposoby uwidaczniać (czekam na performance w BJ :-D ), jak i tych którzy zaufanie zaczną wspierać, a nawet wymuszać. Wszystkim, których ten problem ciekawi, polecam trzy publikacje: znakomitą książkę F. Fukuyamy pt. "Zaufanie. kapitał społeczny a droga do dobrobytu" - o znaczeniu poziomu zaufania w danym kraju dla tempa jego rozwoju gospodarczego, wywiad z prof. Januszem Czapińskim zamieszczony w Polityce: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,6508620,Polska_smuta.html, w obszarze teorii sztuki z kolei szerszą problematykę sztuki jako środka budowania wspólnot poruszał Nicholas Bourriaud w swej "Estetyce relacjonalnej". A na koniec film z zabawną, paraartystyczną (?) akcją duńskiej policji. Zdaje się, że jednym z jej celów był wzrost zaufania do tej instytucji? :-)
W tekście poświęconym wystawie Stażewskiego w Krakowie (http://www.arteon.pl/forum.php?id_note=89) wspominałam o dającym się ostatnio zaobserwować powrocie sztuki abstrakcyjnej. Jakby na potwierdzenie tego spostrzeżenia krakowska galeria F.A.I.T rozpoczęła projekt pt. Akcja Rewaloryzacji Abstrakcji (http://www.fait.pl/?lan=pl, z tej strony pochodzi powyższe zdjęcie). W ramach jego inauguracji zaprezentowano pracę Collapse, autorstwamieszkającego w Zurychu artysty Stefana Burgera (www.stefanburger.ch) .
Na pierwszy rzut oka wygląda ona jak obraz ukazujący trzy nakładające się abstrakcyjne formy. Dopiero po chwili okazuje się, że formy zawieszono i sfilmowano. Po kilku minutach słyszymy strzał z pistoletu, a formy spadają na ziemię, przy okazji zahaczając o – jak się okazuje – okalającą je czarną kurtynę i odsłaniając fragment otoczenia całej instalacji. Choć na samym początku wydawać by się mogło, że praca ta ilustruje upadek sztuki abstrakcyjnej, to po namyśle okazuje się być całkiem inaczej. I to z przynajmniej z kilku powodów:
1. Leżące na ziemi wskutek zestrzelenia formy układają się w nową pracę. Wygląda to tak, jakby nie można było abstrakcyjności w sztuce uniknąć. Nawet wymuszona próba jej zniszczenia okazuje się porażką. Jak można to zinterpretować? Sztuka abstrakcyjna ukazywała i badała to, co można nazwać niezbywalnymi podstawami czy środkami sztuki (przynajmniej w jednej z jej - nie-konceptualnych - wersji...), a więc kształt i kolor. Warto przywołać w tym kontekście słowa Romana Ingardena z tekstu pt. „O tak zwanym malarstwie abstrakcyjnym”:
Można (...) mówić, iż w każdym obrazie przedstawiającym zawarty jest pewien obraz „abstrakcyjny” obejmujący to wszystko, co w nim należy do czystej widzialności, a każący „abstrahować” od wszelkich „treści”, czyli zarówno tematów historycznych czy literackich, jak też od przedmiotów przedstawionych i ich właściwości fizycznych czy psychicznych. Można powiedzieć, że w tym znaczeniu „abstrakcja” pomija to wszystko, co nie jest czysto malarskie, a jako wytwór czynności abstrahowania pozostawia to, co stanowi zespół czysto wzrokowo-jakościowy, tworzący podstawę dla swoistych malarskich jakości estetycznie wartościowych i ukonstytuowania przez nie wartości estetycznej.
(R. Ingarden, Wybór pism estetycznych, Universitas, Kraków 2005, s. 131)
2. Odchylająca się podczas upadku form kurtyna wskazuje, że owa ‘śmierć abstrakcji’ jest czymś w rodzaju teatralnego przedstawienia, inscenizacji, zaranżowanego wydarzenia czy pokazu – czymś w gruncie rzeczy fikcyjnym. Obwieszczony jakiś czas temu koniec sztuki abstrakcyjnej okazuje się być zatem czymś sztucznym, sfingowanym, ewentualnie - uwarunkowanym określonym historycznym kontekstem (poruszona kurtyna odsłania to, co zewnętrzne względem pracy, co możemy potraktować jako znak kontekstu właśnie).
3. Wertykalne rozmieszczenie form możemy ująć jako wskazujące na częstą w nurcie sztuki abstrakcyjnej ambicję ukazywania rzeczywistości obiektywnej i transcendentnej (zwróćmy uwagę na wypowiedzi Mondriana czy Malewicza o realistyczności ich malarstwa; można tu też przywołać Paula Klee, Kandinskiego czy Newmana). Pragnąc dosięgnąć istoty rzeczywistości malarze abstrakcyjni skonstruowali jedną z największych utopii w sztuce XX wieku. Upadek w wyniku strzału oznacza tu nie tyle pożegnanie ze sztuką abstrakcyjną w ogóle, co pożegnanie z jedną z jej specyficznych form – tę dążącą do obiektywności i transcendencji właśnie. Mamy tu zatem do czynienia nie tyle ze śmiercią sztuki abstrakcyjnej, co ze ‘sprowadzeniem jej na ziemię’, a więc przekształceniem towarzyszących jej celów.
4. Zwróćmy ponadto uwagę na podwieszenie. Jest ono jednym z elementów decydujących o ‘załamaniu’. Abstrakcja niejako sama niewinnie/bezrefleksyjnie 'wystawia się do strzału'. Być może jest to wskazanie na zbyt mało rozwiniętą refleksyjność twórców dawnej sztuki abstrakcyjnej.
Jaki kształt przybrać może taka ‘odnowiona’ abstrakcja? U Burgera odnajdujemy kilka dyskretnych wskazówek: oprócz wspomnianej 'sekularyzacji' jego praca - jako połączenie filmu i instalacji - sugeruje, że ’nowa’ abstrakcja będzie się realizować w innych mediach niż tradycyjne: wszak przed upadkiem konstrukcja zdawała się być dwuwymiarowa, natomiast po upadku - nabrała charakteru trójwymiarowego.
Myślę, że możnaby o tym filmie jeszcze sporo napisać. Tymczasem z ciekawością czekam na kolejną wystawę cyklu - wernisaż Tomasza Barana odbędzie się w czwartek 8 stycznia o godz. 18.00.
Mało osób fascynuje mnie ostatnio tak jak Simon Schama. Ten angielski historyk i krytyk sztuki od wielu lat przybliża sztukę niezorientowanej publiczności. W Polsce ukazała się ostatnio seria płyt DVD z jego udziałem (do kupienia w Empiku). Zaangażowanie Schamy w próby wyjaśnienia o co chodzi np. w sztuce abstrakcyjnej jest doprawdy imponujące. Oto mała próbka dotycząca malarstwa Rothko (początek filmu):
Reszta na YouTube oraz od 3 lutego w TVP2.
A to moje ulubione fragmenty (końcówka), muzyka: Daniel Giorgetti:
Egzaltacja, pretensjonalność, momentami nawet kicz (ach ta muzyka sfer i progi wieczności ;-)))) - nie mówiąc o upraszczającym charakterze - wypowiedzi Schamy, może wielu razić (szczególnie tych bardziej obeznanych ze sztuką). Niemniej jednak może również zaintrygować, wzbudzić entuzjazm i ciekawość. Brakuje mi takiego zaangażowania i towarzyszącej mu wyrazistej retoryki w wielu tekstach i programach popularyzujących sztukę w Polsce. Słowem, brakuje mi kogoś takiego jak Schama w naszym kraju, kogoś kto - ryzykując wyśmianie przez profesjonalistów - będzie potrafił wzbudzić autentyczne zainteresowanie sztuką. Szczególnie polska sztuka współczesna, przedmiot licznych stereotypów, uprzedzeń i powierzchownych krytyk, mogłaby na tego typu prezentacji skorzystać.