sobota, 15 listopada 2008

Anioł-homoseksualista i filozof w muzealnej gablocie

Nawiązując do zamieszczonego ostatnio w GW artykułu (Krakowska pomnikomania: za dużo, za brzydko, Małgorzata Skowrońska, Dawid Hajok, 2008-07-23), chciałybyśmy pokazać, że udany, skłaniający do refleksji pomnik nie musi wcale być – jak zdają się sądzić pomysłodawcy wiekszości krakowskich pomników - ani figuratywny, ani dosłowny, ani smutny, ani nawet odlany z brązu czy wykuty w granicie. Za przykład posłużą nam pomniki powstałe w jednym z partnerskich miast Krakowa – Frankfurcie nad Menem.

Zaczniemy od osób historycznie związanych z Frankfurtem: spodziewać by się można, że tak wielcy ‘synowie miasta’ jak Goethe czy Adorno, zasłużą sobie na uwiecznienie na cokole, z laurem na skroni lub choćby w todze. Nic podobnego! Weźmy choćby pomnik filozofa, socjologa, kompozytora i teoretyka muzyki Theodora Adorno (autorstwa Vadima Zakharova, 2003). Jest on doskonałym przykładem nowatorskiego podejścia do upamiętniania postaci. Paradoksalnie mówi o swoim bohaterze więcej niż niejeden pomnik tradycyjny. W sporych rozmiarów szklanym prostopadłościanie umieszczono na drewnianym parkiecie biurko i krzesło. Na blacie lampa, egzemplarz napisanej przez niego Dialektyki negatywnej, metronom i plik zapisanych na maszynie kartek. Samej osoby filozofa jednak brak. Całość okalają wyryte w kamieniu cytaty z jego dzieł:

Fot. Anna Będkowska

Jest to przykład pomnika niekonwencjonalnego, intrygującego, a przy tym skłaniającego do refleksji: Adorno przedstawiony jest tu jako zdystansowany obserwator otaczającego go świata. Odseparowany niekoniecznie znaczy jednak obiektywny: szklana szyba choć przezroczysta, odbijać musi również twarz znajdującej się za nią osoby. Spogląda ona zatem na świat przez pryzmat swej indywidualności, swych subiektywnych uwarunkowań. Pomnik zachęca w ten sposób do przemyśleń nad spuścizną Adorna. Czy sformułowana przezeń tzw. teoria krytyczna, to obecnie jedynie muzealny eksponat (takie skojarzenia budzi szklana gablota), nieodnoszący się do współczesności przedmiot badań historyków socjologii? A może szklana szyba wskazywać ma na hermetyczność nauk frankfurckiego myśliciela? Jego styl pisania i filozoficzne pomysły nie należą wszak do najprzystępniejszych. Czy w Polsce kiedyś się doczekamy takich pobudzających do refleksji pomników?

Nieco inny charakter ma rzeźba Domek Goethego autorstwa hiszpańskiego artysty Eduardo Chillidy. Wykonana z - wyglądających z daleka jak drewno - bloków betonu konstrukcja stoi umieszczona bezpośrednio na trawie zielonego pierścienia okalającego frankfurckie city. Rzeźba nawiązuje do domku w weimarskim ogrodzie Goethego, gdzie wielki humanista realizował oświeceniowy ideał bliskości z naturą. Nie pozostawia ona może tak wiele do interpretacji, jak pomnik Adorno, lecz dzięki swej solidności i otwartej bryle zachęca do wejścia do środka i wyjrzenia przez „okienko” – w ten sposób do „wielkiej sztuki” wprowadzony zostaje element zabawy, a osoba poety żyjącego ponad 200 lat temu ma szansę stać się bliższa współczesnemu człowiekowi:
Źródło: http://www.sculpture.org/documents/scmag97/childa/sm-chlda.shtml.

Frankfurckie pomniki podejmują także trudne i bolesne tematy związane z okresem narodowego socjalizmu. Bardzo udaną realizacją, której - mimo podjęcia niezwykle trudnego tematu - udało się nie popaść w banał i uniknąć kontrowersji, jest - przedstawiający anioła - Pomnik przeciw prześladowaniu homoseksualistów autorstwa znanej niemieckiej artystki Rosemarie Trockel:



Źródło: http://www.frankfurter-engel.de/

Rzeźbiarka uczyniła tu z anioła, elementu tradycyjnej ikonografii chrześcijańskiej, alegorię seksualnej odmienności. Anioł to wszak postać kwestionująca utarte podziały typu: kobieta-mężczyzna, boskie-ziemskie, duchowe-cielesne itd. W wyniku artystycznej ingerencji głowa anioła została przesunięta w stosunku do jego szyi, przez co wytworzyła się specyficzna blizna, kontrastująca z łagodnym pięknem androgynicznej istoty. Pomnik ten pokazuje w jak celny, choć niedosłowny sposób, można przedstawić śmierć i cierpienie konkretnej grupy ofiar.

Równie subtelnym, choć formalnie bardzo odmiennym miejscem pamięci ofiar narodowego socjalizmu jest instalacja na Börneplatz, w pobliżu Frankfurckiego Muzeum Żydowskiego:


Fot. Anna Będkowska

Zrealizowany w roku 1996 projekt aranżacji placu został opracowany przez zespół artystów: Andreę Wandel, Nikolausa Hirscha i Wolfganga Lorscha. W mur okalający dawny cmentarz wmurowano tysiące małych kamiennych tabliczek z wyrytymi nazwiskami członków frankfurckiej gminy żydowskiej i nazwami obozów koncentracyjnych, w których zginęli. Na każdej z tabliczek, niczym na miniaturowym nagrobku, spoczywa zgodnie z żydowską tradycją mały kamyczek. Mnogość bardzo podobnych elementów obrazuje wielość ofiar, z których każda jest znacząca i przez to zasługuje na uwagę. Tego typu rozwiązanie jest praktyką chętnie stosowaną we współczesnych pomnikach upamiętniających ofiary wojenne, jak m.in. w Iad Vashem (Moshe Safdie), Saarbrücken (Jochen Gerz) czy waszyngtońskim Vietnam War Memorial (Maya Lin). Artyści zdają się tu wychodzić naprzeciw obserwacji Wisławy Szymborskiej w wierszu Obóz głodowy pod Jasłem: Historia zaokrągla szkielety do zera/ 1000 i jeden to wciąż jeszcze 1000.

Tymczasem odwiedzający Kraków obcokrajowiec szybko dochodzi do smutnego wniosku, że na ogół jedyne na co nas stać to niezgrabne, przytłaczające i pozbawione finezji pomniki Papieża, ofiar wojen i reżimów oraz mało mówiące popiersia narodowych wieszczów. Nawet nowo powstałe realizacje (na przykład autorstwa prof. Dźwigaja) niewiele różnią się od tych z czasów dziewiętnastowiecznego akademizmu czy topornego socrealizmu. Aż żal, że żaden ze współczesnych polskich artystów nie pokusił się o inspirację ideami obecnymi w projekcie pomnika oświęcimskiego autorstwa Oskara Hansena. Pół wieku temu jego nienarracyjny oraz odwołujący się do odczuć odbiorcy charakter okazał się zbyt nowatorski. Dziś można go odnaleźć w pracach tak znanych twórców jak Libeskind, Eisenmann, Safdi czy Caravan – niestety zrealizowanych za granicą.

Poza ciekawymi pomnikami, w przestrzeni miejskiej Frankfurtu znaleźć można także szereg innych przełamujących stereotypy współczesnych rzeźb. Świadome ich atrakcyjności miasto oferuje odwiedzającym nie tylko specjalne ulotki je opisujące (dostępne w punktach informacji turystycznej), ale i osobny program zwiedzania z przewodnikiem. Być może krakowskie władze i artyści mogliby wziąć przykład z naszego miasta partnerskiego?
Anna Będkowska, Aneta Rostkowska

Powyższy tekst ukazał się (w nieco skróconej wersji) kilka miesięcy temu w krakowskiej Gazecie Wyborczej.

4 komentarze:

Jan pisze...

Nasze pomniki są takie, jaka jest nasza pamięć. Widocznie mamy pamięć figuratywną, często trochę pokraczną, ale za to solidną, spiżową. Ciekawe jest też to, że nasza pamięć się nam niepodoba. Nie podoba się chyba wszystkim, ale zasadniczo istnieją dwa obozy: jedni mówią: pamięć nasza za mała jest, za mało upamiętniamy, więcej trzeba upamiętniać; drudzy: pamięć nasza brzydka jest, koślawa, kształtniej upamiętniajmy. I jedni i drudzy biorą sprawy w swoje ręce: pierwsi podejmują akcje upamiętniające(patrz. pomnik P. Skargi), drudzy akcje, które mają cel czysto negatywny: plebiscyt na najbrzydszy pomnik.

Aneta Rostkowska pisze...

Ciekawe to co Pan pisze. Ale co to znaczy, że pamięć figuratywna jest solidna? Ja mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie - będące 'owocem' figuratywnej pamięci figuratywne pomniki pozostawiają widza obojętnym, nie skłaniają do refleksji nad historią, nie przekazują praktycznie żadnej wiedzy o upamiętnianej osobie (bo co mozna wywnioskować o Papieżu na podstawie figuratywnego pomnika??? niewiele...). Nie czyniąc historii żywą i interesującą figuratywne pomniki są raczej skutecznym narzędziem zapominania, pospiesznego porządkowania historii na zasadzie upychania na półkach i zamykania szafy... Oczywiście mam na myśli te mało oryginalne, stereotypowe figuratywne pomniki, np. te projektowane przez prof. Dźwigaja. Bo - jak wskazuje frankfurcki anioł - figuratywne pomniki mogą być intrygujące i poruszające. Niestety w Polsce się takich nie robi.

Anonimowy pisze...

Pani Aneto,
Pamięć figuratywna jest solidna, bo zapamiętuje tak jak było: Papież Wielkiem Polakiem był i był Papieżem. Skarga też Wielkim Polakiem był i Kazania Wielkie napisał. I o tym trzeba solidnie pamiętać i fugurę postawić - a nie intrygować. Nie będę mówił, kto intryguje. Nie potrzeba nam pomniktów intrygujących. Pani mówi: "nieintrygujące znaczy martwe" i z tym się trzeba zgodzić, bo przecież Papież nie żyje i Skarga i wielu innych Wielkich Polaków też i nie można kłamać i mówić, że oni żyją, bo nie żyją (Nawiasem mówiąc Papież był martwy już za życia). Druga frakcja, o której pisałem nie ma pomysłu na intrygującą historię, lub też historia nie intryguje ich. O czym to świadczy tak naprawdę? Myślę, że o tym, że nie mamy historii. Jesteśmy bez historii narodem i pewnie bez przyszłości.

Anonimowy pisze...

Artystom nie brakuje pomysłów, ale rzeczywistość jest taka, że muszą dostosować się do poziomu umysłowego władz, żeby cokolwiek ugrać. A w grupie tej (krakowskich artystów) jest ogromne parcie na siano. Z kolei władze boją się, żeby nikt im nie zarzucił, że postawili np. stół w akwarium. Zawsze znajdą się tacy, którym się to nie spodoba i będą zarzuty, że postawili dziwadło za pieniądze podatników. Stąd efekt pół na pół- Dźwigaj postawi postać, dorzuci trochę form abstrakcyjnych, zamiesza z socrealizmem i w ten sposób przynajmniej trzy grupy społeczne zaspokoi...